Zaszkodziła im marchewka?

To miało być skutecznym lekarstwem w przypadkach chorób, w których medycyna okazywała się bezradna. Rafał K. przyznawał, że raz w tygodniu kupuje warzywa z ekologicznych upraw, albo w... markecie.

Obiecywali leczenie raka za pomocą lewatywy z kawy, wody utlenionej i soków warzywnych. Teraz staną przed sądem.


Zarzut leczenia bez uprawnień i czerpania z tego materialnych korzyści postawiła Prokuratura Rejonowa w Żarach Rafałowi K. (32 l.) oraz Elżbiecie K. (29 l.), mieszkańcom Dębinki w gminie Trzebiel.

- Nie było żadnych powiadomień w tej sprawie. Działania podjęliśmy z urzędu, na bazie informacji prasowych - mówi Barbara Neneman-Szachnowska, prokurator rejonowy.

Para "leczyła" chorych na raka od przełomu lat 2006/2007 aż do maja 2010. "Gazeta Regionalna" opisywała naturalne kuracje stosowane w domu na skraju wsi, szumnie nazywanym "ośrodkiem". Rafał K. twierdził wówczas, że dieta oparta na soku z warzyw może zdziałać cuda, nawet pomóc w chorobach, gdzie medycyna jest bezradna. To właśnie woda utleniona, według Rafała K., miała utleniać, a w konsekwencji zabijać komórki nowotworowe. - W przeciwieństwie do tradycyjnej medycyny, która leczy skutki choroby, my staramy się usunąć przyczynę. Naszych pacjentów uczymy, jak dbać o własne zdrowie. Zachęcamy, aby nie zapominali o starych i skutecznych metodach naszych babć - przekonywał wtedy Rafał K. Znachorzy gwarancji wyleczenia z nowotworu za pomocą lewatywy i soków nie dawali, za to za terapię kazali sobie słono płacić.

Człowiek-orkiestra

Na stronie internetowej ośrodka, jego szef, Rafał K., reklamował się jako przedsiębiorca, informatyk, elektronik, fizyk, naukowiec, myśliciel, hacker, inwestor, kierowca wyścigowy, nurek, aktor, fotograf, a nawet...didżej. Dodawał, że zajmuje się badaniami energii oraz elektrodynamiki kwantowej. Jego wspólniczka, prywatnie konkubina, Elżbieta, z zawodu zootechnik i technik hotelarstwa, w wolnych chwilach poświęcała się malarstwu. Wszystko to musiało robić wrażenie. Do Dębinki zjeżdżali ludzie z najodleglejszych stron kraju. Nie wszyscy jednak decydowali się na skorzystanie z oferty. Niektórych nie przekonał wygląd remontowanego domu, innych zniechęcił wysoki koszt terapii. Tygodniowy pobyt wyceniono na 5 tys. zł, a indywidualny program leczenia zaplanowany na 6 miesięcy - na 50 tys. zł.

Wstydzą się?

Jak podkreśla prokuratura, śledztwo nie należało do najłatwiejszych. Trwało od maja do grudnia 2011. - Przesłuchaliśmy kilkadziesiąt osób z całego kraju, których dokumentację lekarską odnaleźliśmy w czasie przeszukania ośrodka. Część z tych osób zmarła, dlatego kontaktowaliśmy się z ich krewnymi - informuje B. Neneman-Szachnowska. Udało się ustalić, że jedna z tych osób wpłaciła na konto ośrodka 2 tys. 500 zł. - Tę kwotę potwierdza przelew - dodaje B. Neneman-Szachnowska. Wiele innych przypadków prokuratura uznała za "usiłowanie leczenia bez posiadania odpowiednich uprawnień". Dokumentacja lekarska nie pokrywała się z tą prowadzoną przez ośrodek. Część osób, których akta zostały znalezione, twierdziła, że w ogóle nie była na miejscu. Prokuratura tłumaczy to na dwa sposoby - albo wysyłała je rodzina, żeby zorientować się co do możliwości "leczenia", albo po prostu wstyd im się przyznać, że dali się wmanewrować w "terapię". Ostatecznie doliczono się 6 pokrzywdzonych. Oskarżonym grozi grzywna, kara pozbawienia lub ograniczenia wolności do roku. Prokuratura zastosowała wobec nich środek zapobiegawczy w postaci dozoru policyjnego i zakazu opuszczania kraju.

Odpowiedzi

Medycyna naturalna to

Medycyna naturalna to doskonałe uzupełnienie leczenia. Jedynie dyplomowany naturoterapeuta ma prawo prowadzić taką działalność, ale zawsze w porozumieniu z lekarzem prowadzącym. Przykro, że ktoś ma sumienie żerować na czyimś nieszczęściu. Myślę, że rok to zbyt mało za zagrożenie jakie stwarzali.

Polecam jednak tradycyjną opiekę medyczną http://oferta.omsignum.pl/izabelamotyka