Rodzice 3-letniego chłopczyka staną przed sądem. Podczas zakupów w galerii Focus Mall w Zielonej Górze ich synek zaczął płakać. Matka ukarała go klapsem, a ojciec groził, że policzy się z nim w domu. Przyglądała im się młoda dziewczyna. Zawiadomiła prokuraturę.
Takie sceny często widzimy na ulicy czy w sklepach. Młodym rodzicom towarzyszy małe dziecko. Nagle zaczyna płakać, ciągnie do sklepu, chce słodycze lub zabawkę. Rodzice nie potrafią sobie poradzić. Lament jest coraz większy. W końcu zaczynają krzykiem i siłą zaprowadzać "porządek". Taką scenę 28 maja widziała młoda zielonogórzanka. Z przerażeniem przyglądała się, jak rodzice traktują 3-latka podczas zakupów w Focus Mall. Najpierw matka uderzyła dziecko w pośladki, później po rączkach, a na koniec ojciec z groźną miną straszył je, że pożałuje swego zachowania, gdy wrócą do domu. Chłopiec cały czas płakał. Dziewczyna postanowiła zareagować. Śledziła rodzinę, aż na parking. Tam spisała tablicę rejestracyjną auta, do którego wsiadali. Sprawa właśnie trafiła do sądu. Ta historia w Zielonej Górze budzi spore kontrowersje.
Nowe czasy
Być może to znamienne, że sprawa trafiła do sądu właśnie teraz. W sobotę, 19 listopada, będziemy obchodzić Międzynarodowy Dzień Zapobiegania Przemocy wobec Dzieci. Ewa Byca (58 l.), babcia 3,5-rocznego Piotrusia, nie kryje krytyki wobec rodziców, którzy dopuścili się przemocy. Podkreśla, że jej wnuk jest bardzo grzeczny, a klapsów nie dostaje.
- Zdecydowanie rodzice nie powinni bić dzieci. My, dorośli, musimy zawsze wszystko postarać się wytłumaczyć - dodaje. Wspomina jednak, że dawniej bez klapsa dziecka się nie wychowało. - Teraz są inne czasy i trzeba się do nich dostosować - radzi. Karolina Kotowicz (29 l.), mama 4,5-letniej Milenki, dobrze pamięta klapsy z dzieciństwa. - Uważam jednak, że nie są najlepszą metodą wychowawczą. Stwierdziłam, że na własnych dzieciach nie będę tego praktykować i nigdy ich nie używałam - mówi. Nie rozumie, jak można bić dziecko np. podczas zakupów. - Moje dzieci też czasem "wariują" w sklepie. Wtedy po prostu wychodzimy. Wiadomo, że czasem wymuszają płaczem pewne rzeczy, jest ciężko i człowiek może się naprawdę zdenerwować ich zachowaniem. Przemoc jednak niczego nie załatwi - mówi na koniec.
Zwykła rodzina
Prokuratura Rejonowa w Zielonej Górze badała sprawę przez pół roku. Prokuratorzy przesłuchali dziewczynę, samych rodziców oraz dziecko w obecności psychologa. Do dyspozycji mają także nagrania z monitoringu. Dowody muszą być mocne, ponieważ teraz prokurator skierował do sądu akt oskarżenia przeciwko małżeństwu. 36-letniemu ojcu grożą dwa lata więzienia, a 32-letniej matce - rok. Rodzina ma ustanowionego kuratora sądowego. Podstawą oskarżenia jest ustawa o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie, kodeks rodzinny i opiekuńczy. Grzegorz Szklarz, rzecznik prokuratury okręgowej, przypomina o nowelizacji tych ustaw 10 czerwca 2010 r. Zakazują osobom wykonującym władzę rodzicielską stosowania jakichkolwiek kar cielesnych. G. Szklarz dodaje, że w całej swojej karierze zawodowej nie spotkał się jeszcze z takim oskarżeniem rodziców.
- Zazwyczaj sprawy o nietykalności cielesnej dziecka dotyczą znęcania się nad rodziną. Z tego co mi wiadomo, tę rodzinę można uznać jako porządną. To trudna sprawa - podkreśla.
Klaps to słabość
Kamila Kowalczyk pracuje w grupie przedszkolnej działającej przy biurze pełnomocnika ds. rozwiązywania problemów alkoholowych w Zielonej Górze.
- Myślę, że ta dziewczyna, która zgłosiła sprawę na policję, zachowała się wzorowo. Każdy z nas widzi codziennie w sklepach, na ulicach, w autobusie takie obrazki. Większość jednak nie reaguje - mówi.
- Myślę, że jakikolwiek klaps, szarpanie dziecka jest nie do przyjęcia. To efekt bezsilności dużego człowieka nad małym. W mojej ocenie, aż trzy czwarte rodziców używa siły w wychowaniu - mówi. Jej zdaniem, rodzice często nie potrafią po prostu radzić sobie w sytuacjach stresowych.
- Są bezsilni, nie chce im się czegoś tłumaczyć dziecku, nie potrafią z nim rozmawiać. Najłatwiej jest dać klapsa. W naszym kraju cały czas jest przyzwolenie społeczne na tego typu zachowania - dodaje. Nie ma reguły. Po klapsa może sięgać każdy, nieważne jest wykształcenie czy zamożność rodziców.
Dziecko jest jak lustro
Efekty "klapsów" K. Kowalczyk widziała wielokrotnie.
- Chciałam poprawić dziewczynce włosy. Zbliżając rękę zrobiła unik, bała się uderzenia. Gdy rozlewa się picie, czasem widzę przerażenie w oczach dzieci. W panice czekają na gwałtowną reakcję. Pamiętam też, jak jeden z chłopców uciekł pod stół po tym, jak rozsypała mu się zabawka. Najbardziej utkwiła im jednak zabawa przedszkolaków z misiami, które mieli traktować jak swoje dzieci - opowiada. Gdy jeden z misiów upadł z krzesełka, przedszkolak wziął przykład ze swoich rodziców - zaczął na niego krzyczeć i mocno wymierzać klapsy.
- Dziś jest to pluszak, a co będzie za kilka lat? - zastanawia się K. Kowalczyk i porównuje dziecko do lustra, które naśladuje rodziców. Jej zdaniem, dorośli powinni nauczyć się panować nad emocjami.
- Jest dużo książek i materiałów na ten temat, chociażby w internecie. Zawsze można spotkać się ze specjalistą w Zielonej Górze. Każdy może się nauczyć wychowania bez bicia - stwierdza na koniec.