Dziesięć minut trwa zrzeczenie się prawa do niemowlęcia w sądzie. W ciągu dwóch lat w żarskim szpitalu matki zostawiły 11 noworodków.
W Żarach nie ma okna życia, czyli miejsca, w którym można po porodzie zostawić dziecko.
- Były propozycje, żeby takie okno stworzyć. Uważam jednak, że to nie ma sensu. Każda kobieta może przyjść na oddział, urodzić w dobrych warunkach i bez żadnych konsekwencji zostawić dziecko. Nie usłyszy złego słowa. Nikt na nią krzywo nie spojrzy. Nie żądamy wyjaśnień. Nie musi się tłumaczyć - mówi Jolanta Spacjer, ordynator oddziału noworodkowego "Szpitala na Wyspie" w Żarach. Co roku na żarskim oddziale matki pozostawiają średnio 4 - 6 noworodków. Scenariusz jest różny. Niektóre chcą zobaczyć dziecko, nawet je karmią. Inne wypisują się z oddziału już po 12 godzinach. W większości nie chcą rozmawiać. Niektóre próbują się usprawiedliwiać. Powody są różne - tragiczna sytuacja finansowa, wielodzietność, nastoletni wiek lub mężczyzna, który kocha, ale bez dziecka. Nie zawsze są to kobiety ze środowiska patologicznego, choć te stanowią zdecydowaną większość. - Zazwyczaj kobieta już w trakcie ciąży postanawia, że zostawi dziecko. Szanujemy jej decyzję. Zapewniamy spokój. Pozostałe matki na oddziale nawet nie wiedzą, że zdecydowała się na taki krok - mówi J. Spacjer.
Ostateczna decyzja
Kiedy mama odchodzi, szpital powiadamia wydział rodzinny sądu rejonowego. Ten w porozumieniu z Powiatowym Centrum Pomocy Rodzinie umieszcza niemowlę w pogotowiu opiekuńczym na sześć tygodni. W tym czasie kobieta ma prawo zmienić decyzję. - Później formalności są minimalne. Matka musi przyjść w wyznaczonym dniu do sądu z dowodem osobistym i wyrazić zgodę na przysposobienie dziecka w przyszłości przez inną rodzinę. To ostateczna decyzja, dlatego ma czas na jej przemyślenie - mówi Janina Krywińska, prezes Sądu Rejonowego w Żarach.
Wszystko trwa 10 minut i odbywa się w pokoju sędziego - bez świadków. Także tu matka nie musi niczego tłumaczyć. Dziecko znajduje nowy dom po kilku tygodniach.- Dziecko otrzymuje nowy akt urodzenia, w którym po matce biologicznej nie ma śladu - mówi J. Krywińska. Dwa lata temu w żarskim sądzie praw do noworodków zrzekło się 6 matek, w ubiegłym - 5. - Na mojej twarzy żadna z nich nie zobaczyła grymasu dezaprobaty - mówi J. Krywińska. Przyznaje, że w ciągu blisko 40 - letniej kariery, tylko raz zdarzyło się, aby matka zmieniła zdanie i wróciła po dziecko.
Każdy by wychował
W Żarach od września działa Ośrodek Adopcyjno - Opiekuńczy. Do tej pory przeszkolono już 10 małżeństw i osób samotnych, które chcą adoptować dziecko. - Najbardziej poszukiwane są niemowlęta do roku życia. Każdy chce adoptować jak najmniejsze dziecko - przyznaje Lucyna Hoffman-Czyżyk, dyrektor Poradni Psychologiczno Pedagogicznej, w której znajduje się ośrodek. Różnica wieku między rodzicem a dzieckiem nie może być większa jak 40 lat, dlatego niemowlęta mogą przysposobić tylko osoby do czterdziestego roku życia. Do starszych rodzin trafiają maluchy w wieku 4 - 5 lat. Zanim kandydaci trafią na szkolenie, sprawdzany jest ich stan majątkowy, warunki w jakich mieszkają, zarobki. Przeprowadzany jest też wywiad środowiskowy i badania psychologiczne. - Rodzice, którzy otrzymali zaświadczenia kwalifikacyjne wręcz się niecierpliwią. Wszyscy chcieliby mieć dzieci jak najszybciej - mówi L. Hoffman-Czyżyk. Tym większy był szok, gdy dowiedzieli się o morderstwie noworodka w Jasieniu. - Akurat mieliśmy spotkanie. Byli po prostu załamani, bo każdy z nich chętnie by to dziecko wychował. Potworny dramat - mówi L. Hoffman-Czyżyk.
W ośrodku trwa właśnie adopcja kilkumiesięcznego dziecka. - To śliczny chłopczyk, w którym od razu rodzice się zakochali - mówi dyrektor. Cztery dni temu (31.01.) do żarskiego ośrodka adopcyjnego wpłynęły dokumenty dwóch kilkumiesięcznych chłopców, którzy również mogą trafić do adopcji. Przybywa też rodziców chętnych do przyjęcia dziecka. W lutym w ośrodku ruszy kolejne szkolenie, w którym udział zapowiedziało już sześć kolejnych małżeństw.
Ulotki na wsiach
Ośrodek adopcyjny chce zorganizować akcję dla kobiet, które zaszły w niechcianą ciążę. Na wsiach, przy kościołach, u ginekologów będą rozprowadzane ulotki zachęcające do wizyty w ośrodku. - Rozumiemy, że ciąża może być problemem. Zapraszamy kobiety, które wahają się, nie wiedzą co zrobić. Warto przyjść i porozmawiać dla dobra dziecka. Naszą rolą nie jest namawianie do zostawienia dziecka tylko znalezienie najlepszego rozwiązania - mówi L. Hoffman-Czyżyk.