Agata Szewioła z Żar, Mis Polski 2010, tylko "Gazecie Regionalnej" opowiada o finale konkursu Miss World w Chinach i o swoim rozgoryczeniu.
- Nastolatki robią sobie ze mną zdjęcia, pieją z zazdrości: "Ty to masz życie!" Ja twierdząco kiwam głową, lecz w głębi duszy wiem, że to nie wygląda tak kolorowo - zwierza się "GR" A. Szewioła.
Obco i samotnie
Na zgrupowanie w Chinach poleciała miesiąc przed finałem konkursu. Inna kultura, egzotyka - to zrobiło na niej największe wrażenie. - Na początku było mi smutno, czułam się tam samotnie wśród 119 innych finalistek z całego świata. Już pierwszego dnia przydzielono nam pokoje i opiekunów. Dziewczyny, z którymi się zaprzyjaźniłam, Rosjanka i Ukrainka, miały opiekunkę z Rosji. Ja musiałam radzić sobie sama - żali się.
Pani Agata przełamała się i zaczęła mówić po angielsku.
Najpierw zwiedzały. Zobaczyły słynny Mur Chiński, Mongolię i Szanghaj. Niektóre dziewczyny brały udział w dodatkowych konkursach i walczyły o tytuł miss talentu, sportu, top model. Ale o zakwalifikowanie się do nich musieli wcześniej zadbać organizatorzy w poszczególnych krajach. O tym jej menadżerka, Ewa Olejniczak, regionalny organizator konkursu piękności w Polsce, dowiedziała się dopiero w Chinach. Polska nie postarała się o to, dlatego nasza piękność przesiedziała ten czas w hotelowym pokoju.
Styliści dla wybranych
Finałowa gala, 30 października, zbliżała się wielkimi krokami, a wraz z nią rosło rozgoryczenie. E. Olejniczak przekonuje, że wyobrażenia ludzi o licznej ekipie stylistów, wizażystów, fryzjerów to bajki. - Na dzień przed konkursem powiedziano nam, że w miasteczku panuje jakaś infekcja, dlatego same musimy przygotować makijaż i fryzurę na to najważniejsze wyjście - opowiada A. Szewioła. Jej menadżerka zapewnia, że dwoiła się i troiła, by Agata wypadła jak najlepiej. - Nie każda dziewczyna potrafi się sama pomalować, by wyglądać korzystnie, do tego niezbędny jest kurs wizażu - dodaje E. Olejniczak. - Do występów przed kamerami używa się zupełnie innych kosmetyków niż na co dzień. Kto tego nie wie, na wizji wypada naprawdę blado.
Pełną obsługę - od make-up po stylizację włosów - zapewniono wcześniej wybranej siódemce. Fryzjerzy byli, ale można było ich policzyć na palcach jednej reki.
Z suknią też nie obyło się bez perypetii. Gdyby nie operatywność menadżerki, A. Szewioła pojechałaby do Chin z jedną kreacją. Tę na finałową galę projektowała Ewa Minge. Jej czerwona gorsetowa kreacja z piórami zachwyciła wszystkich. Tak jak pozostałe trzy koktajlowe sukienki autorstwa E. Minge.
"Gdzieś ty była, że cię nie dostrzegliśmy?"
Agata wystartowała z nr 18. E. Olejniczak liczyła, że jurorzy wezmą pod uwagę piękno i to, co dziewczyna sobą reprezentuje, i Agata znajdzie się w pierwszej siódemce. Nie zakwalifikowała się nawet do półfinałowej 25.
Gala była dla niej ogromnym przeżyciem, ale i wielkim rozczarowaniem. Kandydatki nie miały możliwości zaprezentowania się indywidualnie. Na scenę wychodziły grupami, więc widzowie mieli utrudnione zadanie.
- Już po gali, na bankiecie, jurorki zaczepiały mnie, pytając: "Gdzieś ty była, że cię nie dostrzegliśmy?" To przykre - kwituje A. Szewioła.
Samotnie do domu
Na samą myśl o perypetiach, jakie spotkały ją w trakcie powrotu z finałowej gali w Chinach, ciarki przechodzą jej po plecach. Z miasteczka Sanya, na tropikalnej chińskiej wyspie Hajnan, gdzie odbywał się konkurs piękności, musiała dostać się samolotem do Hong Kongu, stamtąd miała polecieć do Moskwy, a potem do Warszawy. Sama, z bagażem i słabą znajomością angielskiego. Jej menadżerka miała lecieć innym samolotem. Tak zdecydowały władze Missland w Polsce. - Od organizatorów dostałam bilet, na którym nie było informacji, gdzie i w jakich godzinach mam przesiadki. Nie był to bilet transferowy, co oznaczało, że w każdym porcie musiałam sama nadać bądź przyjąć bagaż i pozałatwiać inne formalności - opowiada A. Szewioła. Spóźniła się na lot do Hong Kongu. Całą noc koczowała na lotnisku. Do kraju musiała wrócić już za własne pieniądze. Dotarła do Berlina, a stamtąd do Żar. - Skontaktowałam się ze znajomymi i rodziną w Żarach. Był 1 listopada, dzień wolny od pracy, wykupienie mi biletu na powrót graniczyło z cudem, ale udało się - wspomina.
Marketing i polityka
E. Olejniczak dodaje, że najważniejsza jest wcześniejsza promocja kandydatki. Przedstawia się ją w kuluarach, luźnych rozmowach z organizatorami - jaką jest osobą, co robi. Trzeba jej zrobić dobry marketing. Bo sama uroda, jak widać, nie wystarczy.
- Wyspa Hajnan, gdzie leży miasteczko Sanya, jest regionem partnerskim dla województwa lubuskiego. Niestety, nikt tego nie wykorzystał. Zgłosiłam taką propozycję marszałkowi województwa, ale nikt nie podjął tematu. Gdy Agata była na zgrupowaniu, przedstawiciele tej wyspy złożyli wizytę w lubuskim - opowiada E. Olejniczak.
Zjedzą mnie
Jest najpiękniejszą Polką i kolejną żaranką, która zaszła tak daleko. Jako Miss będzie panowała do końca sierpnia 2011. Czeka na ciekawe propozycję i nie zamierza być wyłącznie lokalną patriotką. Na pewno będzie gościem prezydenta Wrocławia na dorocznym balu charytatywnym. Niedawno odebrała kluczyki od wygranego renault clio. Przerwała studia - turystykę. Marzy o dziennikarstwie.
Jej kariera rozpoczęła się w Żarach, pięć lata temu została laureatką konkursu "Miss Regionalnej". Wtedy zwróciła uwagę agencji Princess. Trzy lata temu zdobyła tytuł I Wicemiss Nastolatek Ziemi Lubuskiej.
Agata przyznaje, że najbardziej obawiała się reakcji rodaków po powrocie do Polski. Myślała głośno: "Zjedzą mnie". Ale wspierała ją menadżerka. Czy swój udział w Miss World uważa za porażkę? Zaprzecza. To dla niej kolejne doświadczenie.
Odpowiedzi
No języków trzeba się uczyć
No języków trzeba się uczyć dosfidania.
Hm... Imo idealnie pasuje do
Hm...
Imo idealnie pasuje do sytuacji:
http://paulocoelho.pl/coelho/ksiazki/zwyciezca_jest_sam.html
Warto przeczytać!
Poza tym, właśnie tak wygląda organizacja w polskich władzach i nie tylko.
W firmach, urzedach to samo. Do kamery wszystko super, a tak naprawde organizacja to dno. Wystarczy spojrzeć na Euro 2012 i realizacje projektów dróg, stadionów i całej reszty. Tyle, że tak wygląda kadra zarzadzająca, wyszkolona w Polsce.
I gdzie to lato jo sie pytam
I gdzie to lato jo sie pytam ?