Palcem po wodzie

- Pan nas oszukał, panie prezesie. Zaczyna pan inwestycję, a Żagań dalej nie ma kredytu na kanalizację. Czy stracimy unijne pieniądze? - grzmieli radni na szefa Żagańskich Wodociągów i Kanalizacji.


Żagań może stracić unijne dofinansowanie na budowę kanalizacji w dwóch dzielnicach miasta i pięciu podżagańskich wsiach. W rachubę wchodzi aż 43,6 mln zł. Powód? Aby otrzymać dotację, musi mieć jeszcze 38,5 mln zł wkładu własnego. A nie ma. Spółka Żagańskie Wodociągi i Kanalizacje próbowała pożyczyć pieniądze w banku, ale bezskutecznie. Banki nie są zainteresowanie udzieleniem tak dużego kredytu. Trzy przetargi zakończyły się fiaskiem, dlatego spółka rozpoczęła negocjacje. Ale one również nie przynoszą efektów. Dlatego radni zaprosili Mirosława Białego, prezesa ŻWiK, na wtorkowe obrady komisji budżetowej (25 maja). 
Siedzą w kartoflisku
Prezes przekonywał, że jeśli nie uda się uzyskać kredytu, kołem ratunkowym może być preferencyjna pożyczka z Wojewódzkiego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej. Ale tu również wszystko pisane jest "palcem po wodzie", bo nie ma żadnych konkretnych ustaleń. Na wtorkowej komisji Biały musiał się gęsto tłumaczyć.
- Chcieliśmy się dowiedzieć, co w końcu z tym kredytem. Jesteśmy zaniepokojeni, bo jeśli przepadnie unijna dotacja na kanalizację, miasto i gmina zapłacą kary - mówił radny Henryk Sienkiewicz. - Obiecywał pan, że roboty ruszą we wrześniu ubiegłego roku. Co miesiąc słyszymy, że negocjacje z bankiem trwają. Ale żadnych konkretów nie ma.
Radny Eugeniusz Chodań był ostrzejszy w ocenie. - Panie prezesie, pan nas oszukał - grzmiał.
- Do tej pory siedzimy w kartoflisku - dodał radny Antoni Budziłło. - Wątpię, aby te roboty ruszyły w tym roku.
M. Biały uspokajał, że prace rozpoczną się w sierpniu. - Obecnie jesteśmy na etapie przetargów. Pierwszy dotyczy wyboru inżyniera kontraktu, a drugi - robót kanalizacyjnych podzielonych na siedem etapów. Na zdobycie pieniędzy z kredytu mamy czas do października - przekonywał.
- Dlaczego tak szybko ogłaszacie przetargi, skoro spółka nie ma pieniędzy? - pytał prezesa  E. Chodań. - To są jakieś sztuczne ruchy. Banki nie są durne, aby pożyczać tak duże pieniądze.
Spółka za biedna na kredyt
M. Biały tłumaczył, że negocjacje z bankiem nie są łatwe. Dodał, że w grę wchodzi okres 15 lat spłaty, a spółka negocjuje warunki oprocentowania. Radnych interesowała sytuacja finansowa spółki i zysk, jaki przynosi. Prezes rozbawił ich, mówiąc, że na koniec 2009 roku zysk wyniósł 19 tys. zł. Dodał, że ŻWiK ma do spłacenia dwa kredyty na łączną kwotę 560 tys. zł, ale jednego jeszcze nie wykorzystał. - Z czego w takim razie spółka spłaci kolejny kredyt? I to tak duży - dopytywał radny Tadeusz Wołoszyn.M. Biały odpowiedział, że z przychodów bieżących ŻWiK. Co to oznacza dla mieszkańców? Niewykluczone, że wkrótce będą płacić więcej za wodę i ścieki, bo to ich opłaty pójdą na spłatę kredytu.
Nie łudźmy się
Tomasz Dzikuć, dyrektor żagańskiego oddziału Pekao BP, nie dziwi się, że banki nie chcą pożyczyć spółce pieniędzy. - Trzeba być solidnie przygotowanym, aby spłacić tak ogromny kredyt. Poza tym banki oceniają wielkość i kapitał spółki - wyjaśnia T. Dzikuć. - W przypadku spółki ŻWiK, nie łudźmy się, zabezpieczenie nie jest atrakcyjne. To przecież rury, instalacje i oczyszczalnia. A są przecież trudne czasy, również dla banków, które mocno weryfikują możliwości wnioskodawcy.
A jakie są możliwości ŻWiK? Dobitnie pokazały to trzy przetargi i ich efekt. Nikt nie chce pożyczyć pieniadzy wodociągowej spółce.