Porsche należące do zespołu RMF Caroline Team, w którym jeździ Adam Małysz, stanęło w ogniu. Na szczęście skoczek nie jechał nim.
Do groźnego wypadku doszło na poligonie w Świętoszowie 16 czerwca, podczas sprawdzania trasy przed rajdem Drezno - Wrocław 2011. W aucie serwisowym Alberta Gryszczuka, organizatora wyścigu w wyniku uderzenia, został przebity zbiornik z paliwem. - Benzyna zaczęła kapać na rozgrzaną rurę wydechową i wybuchł pożar. Auto momentalnie się zajęło. Wyskoczyłem i zabezpieczyłem teren wokół, aby ogień nie rozprzestrzeniał. Wezwałem też strażaków - opowiada A. Gryszczuk. - Auto, które spłonęło to porsche cayenne, pojazd serwisowy, do zabezpieczenia wyścigu. Jest identyczny do tego, którym jeździ w rajdzie Adam.
Nikomu nic się nie stało, a straty to kilkaset tysięcy złotych, bo tyle było warte porche. Tego dnia po świętoszowskim poligonie jeździł również Małysz. Na szczęście, w jego aucie zbiornik od kabiny oddzielony był ognioodporną płytą. Auto, którym jeździ były skoczek narciarski, ma trzy gaśnice i układ automatycznie wyłączający silnik w czasie wypadku. Auto można wyłączyć również pilotem z zewnątrz.
Po skończeniu akcji gaśniczej strażacy zrobili sobie pamiątkowe zdjęcia z A. Małyszem.
Za zdjęcie spalonego porsche dziennik "Fakt" słono zapłacił autorowi. Ten zaznaczył, że gazeta kupiła również prawo do wyłączności publikacji wraku auta.