Co zrobić, gdy firma ubezpieczeniowa wymigują się od płacenia odszkodowania?
Mieszkanka Żagania przez ponad rok walczy o odszkodowanie dla wnuka. Bezskutecznie.
- Z tej korespondencji została mi sterta papieru i zepsute nerwy - mówi Danuta Białoń, której wnuk Martin doznał w czerwcu 2009 roku wypadku na miejskim stadionie przy ul. Kochanowskiego.
Martin był na rowerze z ojcem. Jeździli wtedy po stadionie, który obecnie jest w trakcie remontu. Wyjeżdżając z niego, wnuczek pani Danuty otworzył bramkę. Skrzydło odbiło się od murku i zraniło chłopca w rękę. Martin stracił palec.
Jego babcia postanowiła walczyć o odszkodowanie. - Nie spodziewałam się, że będzie o to tak ciężko - przyznaje. - Prezes spółki Pałac Książęcy śmiał się ze mnie, że o tym w ogóle mu mówię. Polecił mi, abym dochodziła odszkodowania od firmy ubezpieczającej stadion. Jej pracownicy jednak od roku mnie zbywają.
Słali sobie pisemka
Pani Danuta wynajęła kancelarię prawną. Skończyło się jednak na pisaniu monitów i skardze na ubezpieczyciela do Rzecznika Ubezpieczonych. Mimo kilkunastu pism, Towarzystwo Ubezpieczeniowe Benefia z Warszawy pozostało nieugięte. Mieszkance Żagania jej pracownik odpisał dopiero po pół roku.
-Analiza sprawy nie wykazała podstaw do roszczenia odszkodowania - mówi Piotr Zawadzki, dyrektor Biura Szkód Osobowych TU Benefia.
- To ich zdanie. Opinia kancelarii oraz Rzecznika Ubezpieczonych jest inna - dodaje D. Białoń. - Są podstawy do uzyskania odszkodowania.
Takiego samego zdania jest mecenas Kazimierz Pańtak. - Wysyłanie pisemek i monitów niewiele da. Gdy ubezpieczyciel się miga, sprawę trzeba skierować do sądu - zaznacza radca prawny. - To nie ważne, że było to ponad rok temu. Wystarczy, że jest dokumentacja lekarska, zdjęcia bramki, świadkowie.
K. Pańtak dodał, że jest gotów poprowadzić sprawę.